
Różnice między DDA i DDD
30/06/2025Ten wpis miał pojawić się dokładnie 03 września 2025 roku. Nie zdążyłem i zajęło mi trochę czasu uzupełnienie tego artykułu. Może dlatego, że takie rocznice zatrzymują. Zmuszają do spojrzenia wstecz. Do zadania sobie wielu pytań, w tym tego jednego: co właściwie wydarzyło się przez te siedem lat?
Siedem lat temu powstał blog. Z potrzeby serca i tego, co ze mnie zaczęło się wylewać. Z potrzeby powiedzenia głośno o tym, o czym często milczymy latami, bo ja dusiłem ból i niezliczone przemyślenia w sobie. O zranieniach z dzieciństwa. O dorastaniu w rodzinie dysfunkcyjnej. O lęku, wstydzie, poczuciu bycia „nie dość” i z „gorszego rozdania”. O mechanizmach, które kiedyś pomagały przetrwać, a w dorosłym życiu zaczęły czasami niepotrzebnie ranić.
Nie zakładałem wielkiego projektu. Chciałem pisać prawdziwie, od siebie i z własnego wnętrza. Z perspektywy, jaką ja widzę. Bez udawania, bez lukru i z ogromną nadzieją, że słowa pomagają. Z nadzieją, że jeśli choć jedna osoba przeczyta i pomyśli: „to o mnie” – to będzie miało sens.
Dziś wiem, że było warto. Zrobiłbym to ponownie.
Przez te siedem lat odezwało się do mnie wielu ludzi. Pisali, że pierwszy raz ktoś nazwał ich doświadczenia. Że zrozumieli, dlaczego reagują tak, a nie inaczej. Że przestali myśleć o sobie jak o „wadliwych” i „gorszych”. To są momenty, których nie da się przeliczyć na statystyki. To one budują sens tej pracy. Pracy nad sobą i radzenia sobie z syndromami DDA lub DDD.
Uzdrawianie ran z dzieciństwa nie jest szybkim procesem. To nie jest jeden warsztat, jedna książka czy jeden przełom. To raczej droga i długotrwały proces. Czasem dwa kroki do przodu i jeden w tył. Czasem powrót do tematów, które wydawały się już zamknięte. Czasem ból, który trzeba przeżyć, zamiast go omijać i ponownie go oswajać.
Jest też coś innego. Pojawia się ulga. Coraz większa świadomość. Ten moment, kiedy zaczynamy oddzielać przeszłość od teraźniejszości i przestajemy żyć wyłącznie reakcją na to, co było.
Ta ulga i zdolność do autorefleksji są dla mnie czymś w rodzaju wewnętrznego monitoringu naszego stanu umysłu. To sygnał, że już nie działamy na autopilocie. Że coś w nas się poruszyło. Że zaczynamy wybierać, a nie tylko reagować. I chcę wierzyć, że to zmiana w dobrą stronę.
I w tej drodze jesteśmy razem.
Ten blog stał się przestrzenią spotkania, dyskusji i auto-uzdrowotniania. Nie tylko mojej historii, ale historii wielu osób. W komentarzach, wiadomościach, rozmowach. Często czytam o ogromnej samotności. A potem widzę, jak ktoś po drugiej stronie pisze: „też tak mam”. Dzięki blogowi, rozmowom, poszukiwaniu rozwiązań ta samotność zaczyna się kruszyć.
Dla mnie te siedem lat to także osobista droga. Pisząc, sam musiałem wracać do trudnych miejsc. To moja terapia poprzez pisanie i dzielenie się własnymi odczuciami, doświadczeniami życiowymi i historiami z mojego dzieciństwa oraz czasu terapii. Sam uczyłem się nazywać rzeczy po imieniu. Sam konfrontowałem się z własnymi mechanizmami. Bywało różnie, lecz wiem, że to było konieczne i przyniosło ukojenie. Ten blog nie jest z pozycji „ja już wiem wszystko”. Jest z poziomu człowieka, który idzie tą drogą i dzieli się tym, co rozumie.
Dziękuję Ci, że tu jesteś. Że czytasz. Że wracasz i czasem napiszesz kilka słów. To naprawdę ma znaczenie. Dla mnie i innych Dorosłych Dzieci Alkoholików.
Nie zamierzam przestawać. Nadal chcę towarzyszyć w uzdrawianiu. Nadal chcę mówić o tym, co trudne, lecz potrzebne. Nadal chcę przypominać, że to, co wydarzyło się w dzieciństwie, nie musi definiować całego naszego dorosłego życia.
Ten blog jest dla nas, dla Ciebie oraz dla wszystkich, którzy próbują poukładać w sobie to, co kiedyś było chaosem. Ten cel od początku mi przyświeca i nadal jest aktualny.
Siedem lat minęło. To naprawdę kawał drogi. Mam nadzieję, że część z Was wykorzystała ten czas dla siebie. Mam nadzieje, iż dziś jest trochę spokojniej, zdecydowanie pewniej i że jest po prostu lepiej.





